Film zawiera płatną współpracę z Freedom24.
Załóżmy, że mam już pieniądze przeznaczone na inwestowanie. Mogę kupić za całość dzisiaj, ale wtedy rynek może od razu spaść. Mogę też rozłożyć zakupy, tyle że jeśli ceny zaczną rosnąć, większość moich pieniędzy będzie nadal czekała poza rynkiem. W obu sytuacjach łatwo później uznać, że trzeba było zrobić odwrotnie.
Dlatego chcę sprawdzić coś więcej niż odpowiedź „naraz” albo „po trochu”: przed czym właściwie chroni rozłożenie zakupów, ile może kosztować i kiedy ta ochrona się kończy? Najpierw policzę dwa momenty po pierwszym zakupie i dwie pełne ścieżki cen. Potem zestawię je z badaniem historycznym i testem spadku po ostatniej transzy.
Ta sama kwota, dwa sposoby wejścia
Przykład to 60 000 zł. Ta kwota jest wyłącznie modelem matematycznym. Nie opisuje mojej gotówki, aktualnego salda inwestycji, wielkości pozycji BTC ani kwoty, którą rzeczywiście zamierzam teraz zainwestować.
W obu wariantach inwestor ma całe 60 000 zł już na początku. Pieniądze są przeznaczone na długoterminowe inwestowanie; nie chodzi o wydanie rezerwy na życie. O tym, dlaczego warto wcześniej rozdzielić te pule, pisałem w artykule o poduszce finansowej.
Porównuję następujące zasady:
| Moment zakupu | Wejście naraz | Wejście etapami |
|---|---|---|
| Na początku | 60 000 zł | 20 000 zł |
| Po miesiącu | 0 zł | 20 000 zł |
| Po dwóch miesiącach | 0 zł | 20 000 zł |
| Łącznie | 60 000 zł | 60 000 zł |
Trzecia transza kończy okres wchodzenia. Pozostała gotówka do tego czasu nie przynosi odsetek. Pomijam podatki, prowizje, opłaty transakcyjne, przewalutowania i dywidendy. Używam fikcyjnej jednostki, której cena na początku wynosi 100, i dopuszczam jednostki ułamkowe. To ilustracja zmian cen, a nie historyczne notowania konkretnego ETF-u ani prognoza.
Jednorazowe wejście bywa nazywane lump sum, a równe zakupy etapami — dollar-cost averaging, w skrócie DCA. Tutaj DCA oznacza rozłożenie już posiadanych pieniędzy, a nie inwestowanie kolejnych wypłat.
Pierwszy test: rynek spada o 20%
Przed drugim zakupem cena spada ze 100 do 80. Całe 60 000 zł zainwestowane na początku ma wtedy wartość:
60 000 × 0,8 = 48 000 zł
Przy wejściu etapami na rynku jest dopiero pierwsze 20 000 zł. Ta część też traci 20%, więc zostaje z niej 16 000 zł. Pozostałe 40 000 zł nadal jest gotówką:
20 000 × 0,8 + 40 000 = 56 000 zł
Różnica wynosi 8000 zł na korzyść zakupów etapami. Wariant naraz stracił 12 000 zł względem startu, a etapowy 4000 zł. To porównanie całych zasobów, czyli aktywów razem z gotówką, tuż przed drugim zakupem. Nie jest to jeszcze wynik końcowy strategii.
Mniejsza strata ma konkretną przyczynę: większość pieniędzy nie była jeszcze na rynku. Zakupione aktywo nie stało się mniej ryzykowne. Zmieniła się tylko część kwoty wystawiona na jego wahania. Następny zakup zgodnie z planem odbędzie się taniej, ale nie wiemy jeszcze, co cena zrobi później.
Drugi test: rynek rośnie o 20%
Teraz przed drugim zakupem cena rośnie ze 100 do 120. Przy wejściu całością:
60 000 × 1,2 = 72 000 zł
Przy zakupach etapami pierwsza część rośnie do 24 000 zł, a gotówka nadal wynosi 40 000 zł:
20 000 × 1,2 + 40 000 = 64 000 zł
Tym razem wejście naraz daje o 8000 zł więcej. Wariant etapowy też jest na plusie: jego wartość wzrosła o 4000 zł. Nie poniósł straty względem startu, ale nie uczestniczył całą kwotą we wzroście. Różnica między strategiami jest więc czymś innym niż strata pieniędzy.
W tym momencie trzeba wykonać drugą transzę po wyższej cenie. Rozłożenie zakupów może ograniczyć żal po spadku, ale może też wywołać żal po wzroście, gdy większość pieniędzy nadal czeka. Nie usuwa problemu wyboru momentu. Zmienia sytuację, w której ten problem odczuwam.
Co zostaje po wykonaniu wszystkich trzech zakupów?
Dotychczas zatrzymywałem model przed drugą transzą. Teraz wykonuję cały plan. Zakupy przypadają na trzy pierwsze ceny, a wycena końcowa po trzech miesiącach na czwartą. W obu scenariuszach zaczynam od 100 i kończę przy 120. Zmienia się droga pomiędzy tymi punktami.
Scenariusz A: najpierw taniej
Ścieżka ceny to 100 → 80 → 100 → 120. Przy jednorazowym zakupie dostaję 600 jednostek:
60 000 / 100 × 120 = 72 000 zł
Etapami kupuję kolejno 200, 250 i 200 jednostek. Druga transza pozwala kupić ich więcej, bo cena spadła. Łącznie mam 650 jednostek:
(20 000 / 100 + 20 000 / 80 + 20 000 / 100) × 120 = 78 000 zł
Etapami zostaje o 6000 zł więcej. To już wynik po pełnych zakupach, odrębny od wcześniejszej różnicy 8000 zł. Tam część zasobów była jeszcze gotówką, tutaj wszystko jest zainwestowane.
Scenariusz B: najpierw drożej
Druga ścieżka to 100 → 120 → 100 → 120. Wejście naraz nadal daje 600 jednostek i 72 000 zł. Etapami kupuję 200, około 166,67 i 200 jednostek. Nie zaokrąglam obliczeń pośrednich:
(20 000 / 100 + 20 000 / 120 + 20 000 / 100) × 120 = 68 000 zł
Naraz zostaje o 4000 zł więcej. Etapowe zakupy znów kończą się zyskiem względem początkowych 60 000 zł, lecz wynikiem niższym niż druga metoda.
| Fikcyjna ścieżka ceny | Naraz: wartość końcowa | Etapami: wartość końcowa | Przewaga |
|---|---|---|---|
| 100 → 80 → 100 → 120 | 72 000 zł | 78 000 zł | Etapami o 6000 zł |
| 100 → 120 → 100 → 120 | 72 000 zł | 68 000 zł | Naraz o 4000 zł |
Sam wyższy poziom ceny na końcu nie rozstrzyga więc, która metoda wygra. Przy transzach liczy się także to, po jakich cenach kupuję po drodze. W tym modelu jednorazowy zakup ma ustaloną liczbę jednostek od początku, a etapowy uzależnia ją od cen następnych zakupów.
Nie znam tych cen w chwili podejmowania decyzji. Dwa przykłady pokazują mechanizm, ale nie mówią, która ścieżka jest bardziej prawdopodobna. Nie są też prognozą rynku. Do pytania o historyczną częstość potrzebne są osobne dane.
Czekanie na niższą cenę znam z Bitcoina
Czekałem na niższą cenę Bitcoina, a rynek zaczął rosnąć. Później zakup stawał się trudniejszy właśnie dlatego, że pamiętałem wcześniejszą, niższą cenę. Skoro wtedy nie kupiłem, jeszcze trudniej było zaakceptować droższą.
To krótka obserwacja z mojego doświadczenia, nie kontrolowany test lump sum przeciwko DCA. Nie porównywałem równolegle dwóch identycznych portfeli według ustalonych zasad. Ta historia niczego nie rozstrzyga o wyższości jednej metody i nie jest opisem mojego aktualnego salda ani nowej strategii.
Co rzeczywiście sprawdził Vanguard?
W raporcie „Cost averaging: Invest now or temporarily hold your cash?” z lutego 2023 Vanguard porównał dwie metody. Figure 2, na stronie 3, dotyczy:
- MSCI World Index i lat 1976–2022;
- 100% kapitału w akcjach od początku albo trzech równych zakupów w odstępach miesięcznych;
- wartości porównywanej po jednym roku, w kolejnych przesuwanych okresach;
- braku odsetek od niewykorzystanej części gotówki w głównym wariancie.
Wejście naraz miało wyższą wartość po roku w 68% badanych historycznych okresów. To częstość przewagi jednej strategii nad drugą, a nie 68% szans na zarobek ani gwarancja sukcesu. Obie strategie mogły zarobić lub stracić; jedna kończyła z większą wartością.
To nie było dwanaście miesięcy zakupów: trzy transze i roczna wycena to różne elementy badania. Wynik nie opisuje wszystkich ETF-ów ani Bitcoina. Indeks nie jest konkretnym produktem inwestycyjnym, a przeszłe wyniki nie gwarantują przyszłych.
Vanguard sprawdził też oprocentowaną gotówkę. Wejście naraz nadal częściej wygrywało, lecz 68% nie jest wynikiem tego wariantu. Nasze fikcyjne 60 000 zł pozostaje osobną ilustracją.
Moja historia BTC pomaga opisać trudność decyzji. Nie daje podstaw, żeby przenieść na Bitcoina wynik MSCI World. Rozdzielam więc osobiste doświadczenie, historyczne porównanie szerokiego rynku akcji i model ze sztucznymi cenami.
Trzeci test: spadek po ostatniej transzy
Najważniejsze ograniczenie widać wtedy, gdy cena przez wszystkie trzy zakupy pozostaje na poziomie 100. Zarówno wejście naraz, jak i etapami kończy okres zakupów z 600 jednostkami. Dopiero później cena spada do 80, czyli o 20%:
| Fikcyjna ścieżka ceny | Naraz | Etapami |
|---|---|---|
| 100 → 100 → 100 → 80 | 48 000 zł | 48 000 zł |
W obu przypadkach z 60 000 zł zostaje 48 000 zł. Nie ma już 40 000 zł gotówki czekającej z boku. Cała kwota przeszła na rynek, więc spadek dotyka całej zainwestowanej wartości.
Identyczne wyniki wynikają tutaj z identycznych cen wszystkich zakupów. Przy innych ścieżkach obie metody mogą mieć różne ceny nabycia i różną liczbę jednostek, więc ich łączna wartość nie musi być taka sama. Wcześniejsza przewaga nie znika automatycznie. Oba w pełni zainwestowane warianty pozostają jednak wystawione na następne procentowe spadki tego samego aktywa.
Rozłożenie zakupów ogranicza ekspozycję podczas wchodzenia na rynek, ale nie usuwa przyszłego ryzyka po zainwestowaniu ostatniej transzy. To dla mnie najważniejszy wynik całego porównania. DCA nie jest obietnicą zachowania kapitału.
Dwie obawy, które wymagają innych odpowiedzi
Pierwsza brzmi: boję się, że kupię całość dokładnie przed spadkiem. Tutaj transze mogą pomóc. Początkowo mniejsza część pieniędzy uczestniczy w rynku, a kolejne zakupy mogą wypaść taniej. Dla części osób taki sposób wejścia może być też łatwiejszy psychologicznie. Ceną jest możliwość pozostania z dużą gotówką podczas wzrostów.
Druga obawa brzmi: boję się, że po pełnym zainwestowaniu kapitału nie wytrzymam większej straty. Samo wolniejsze kupowanie tego nie rozwiązuje. Jeśli wykonam plan, w końcu znajdę się z całą przeznaczoną kwotą na rynku. Trzeci test pokazuje, że spadek może zaczekać właśnie do tego momentu.
Wtedy potrzebuję wcześniejszego pytania: czy w ogóle chcę i mogę wystawić tak dużą kwotę na tego rodzaju ryzyko? Nie wyprowadzam stąd indywidualnej rekomendacji portfela. Chcę tylko oddzielić obawę o pierwszy dzień od obawy o sytuację, w której wszystkie pieniądze są już zainwestowane. Zmiana kalendarza nie odpowiada automatycznie na oba problemy.
Harmonogram ma koniec, czekanie może go nie mieć
Plan etapowy ma konkretne zasady: kupuję pierwszą część teraz, drugą za miesiąc, trzecią za dwa miesiące i kończę wykonywanie zakupów. Przyszła cena pozostaje nieznana, ale termin działania jest ustalony.
Czekanie na idealną cenę działa inaczej. Mogę uznać, że dzisiaj jest za drogo, jutro będzie taniej, a po wzroście poczekać jeszcze na korektę. Decyzja zostaje ponownie przesunięta, bez daty zakończenia. Moje doświadczenie z Bitcoinem pokazuje, dlaczego samo czekanie nie musi sprawiać, że kolejny zakup będzie łatwiejszy.
Nie znaczy to, że każdy harmonogram jest optymalny. Jest jednak z góry ustaloną decyzją, której wykonanie można sprawdzić. Przy bezterminowym czekaniu nawet nie wiem, kiedy uznam plan za zakończony.
A jeśli inwestuję z kolejnej pensji?
Wtedy punkt wyjścia jest inny. Jeżeli po wypłacie mam nowe 1000 zł lub 2000 zł do zainwestowania, nie wybieram między dzisiejszym zakupem za całą przyszłoroczną pensję a rozłożeniem jej na transze. Przyszłych pieniędzy jeszcze nie mam.
Regularne inwestowanie nowych zarobków nie jest więc tym samym co celowe przetrzymywanie już dostępnej kwoty. W porównaniu 100 000 zł dzisiaj z 1000 zł miesięcznie badałem kapitał dostępny od razu i dopływ nowego dochodu. Tutaj obie strony mają identyczne 60 000 zł od startu.
Znaczenie późniejszych wpłat to osobny temat, który liczyłem też w analizie drogi do miliona: większe wpłaty czy wyższy zwrot. Wyniku tego testu nie traktuję jako argumentu przeciwko inwestowaniu pieniędzy wtedy, gdy dopiero je zarobię.
Trzy pytania przed zainwestowaniem większej kwoty
1. Czy te pieniądze są rzeczywiście przeznaczone na długoterminowe inwestowanie? Nie porównuję obu metod kosztem rezerwy na życie. Najpierw potrzebuję ustalić, jaka kwota w ogóle jest przeznaczona na rynek.
2. Czy bardziej obawiam się złego momentu wejścia, czy strat po pełnym zainwestowaniu kapitału? To dwa różne problemy. Rozłożenie zakupów może ograniczyć początkową ekspozycję, ale nie usuwa ryzyka po zakończeniu planu.
3. Jeżeli wybieram zakupy etapami, czy mam konkretny plan ich zakończenia? Kwoty i terminy pozwalają odróżnić transze od ciągłego przesuwania decyzji do chwili, gdy cena wreszcie będzie idealna.
To framework wynikający z testu, nie profesjonalna ocena odpowiedniości inwestycji. Pomaga mi nazwać problem, zanim spróbuję rozwiązać go samym kalendarzem zakupów.
Historycznie jednorazowe wejście na szeroki rynek akcji częściej dawało wyższy wynik. Zakupy etapami mogą jednak zmniejszać początkową ekspozycję i być łatwiejsze psychologicznie dla części inwestorów. Po ostatniej transzy ryzyko rynkowe pozostaje.
Nie ma sposobu, który gwarantuje, że nie będę żałował momentu zakupu. Mogę natomiast świadomie zdecydować, przed jakim ryzykiem chcę się chronić i ile jestem gotowy za to zapłacić.