Co miesiąc odkładam w modelu 200 zł i inwestuję je na giełdzie. Po dwunastu wpłatach z kieszeni wyszło 2400 zł. Jeśli rynek urósł w tym czasie o 10%, łatwo odruchowo dopisać do tego 240 zł zysku. W przyjętym tutaj modelu wynik wynosi jednak około 108 zł. Przy wzroście o 5% zostaje niecałe 55 zł, a po dodaniu opłaty 5 zł za każdy zakup pojawia się niewielka strata.
W filmie „200 zł miesięcznie na giełdzie. Co zostaje po roku?” sprawdzam właśnie ten pierwszy rok: ile pochodzi z odkładania, ile z inwestowania i co zmieniają koszty. 200 zł jest przykładem, a nie obowiązkową kwotą ani informacją o moich zarobkach. Chodzi o mechanizm, który łatwo przeoczyć, kiedy patrzy się tylko na końcowe saldo.
Najpierw oddzielam wpłaty od wyniku
2400 zł po roku to przede wszystkim dwanaście decyzji o odłożeniu pieniędzy. Sam fakt, że taka kwota pojawiła się na rachunku, nie oznacza zarobienia jej na giełdzie. Gdyby cena kupowanego instrumentu przez cały rok się nie zmieniała i nie było kosztów, saldo wyniosłoby dokładnie tyle samo co suma wpłat.
Dlatego rozdzielam cztery rzeczy: pieniądze wydane z kieszeni, kwotę faktycznie zainwestowaną po potrąceniu opłat, zysk albo stratę z inwestycji oraz doświadczenie. Każda odpowiada na inne pytanie. Regularność może zwiększać kapitał nawet przy zerowym wyniku rynku. Opłata może zmniejszyć saldo mimo wzrostu ceny. Nauka może być przydatna, ale nie da się zapłacić nią rachunku.
To węższy test niż ogólne pytanie, czy 10 000 zł to mały kapitał. Nie oceniam tu, od jakiej kwoty inwestowanie nabiera sensu. Sprawdzam, co konkretnie wynika z dwunastu niewielkich wpłat i jakie założenia muszą być spełnione, żeby podane liczby opisywały taki plan.
Jak liczę dwanaście miesięcy
Zaczynam od zera. Wpłata 200 zł trafia do inwestycji na koniec każdego miesiąca. Najpierw zmienia się wartość pieniędzy, które już są na rynku, a dopiero potem dokładam kolejne 200 zł. Po ostatniej wpłacie kończę obliczenie.
Roczna stopa jest efektywna. Miesięczną wyznaczam wzorem stopa miesięczna = (1 + stopa roczna)^(1/12) - 1. Następnie co miesiąc stosuję saldo = saldo × (1 + stopa miesięczna) + wpłata. Nie dzielę po prostu rocznego procentu przez dwanaście, bo to nie odtwarza dokładnie przyjętej efektywnej stopy rocznej.
Przez cały rok zakładam równomierną zmianę wartości. To celowo uproszczony model, nie prognoza rzeczywistych notowań. Pomijam podatki, prowizje i przewalutowania; opłatę dodam później w osobnym wariancie. Wyniki są nominalne, więc nie pokazują zmiany siły nabywczej pieniędzy. Zakładam też, że każdą przeznaczoną kwotę mogę od razu w całości zainwestować.
Dlaczego wzrost o 10% daje około 108 zł?
Całe 2400 zł nie znajduje się na rynku od początku roku. Pierwsze 200 zł pojawia się dopiero na koniec pierwszego miesiąca i obejmuje je jedenaście kolejnych miesięcznych zmian. Ostatnie 200 zł dokładam w chwili końcowego pomiaru, więc w tym obliczeniu nie zdąży ono jeszcze nic zarobić ani stracić.
| Wpłata na koniec miesiąca | Kwota | Liczba późniejszych miesięcy zmian wartości |
|---|---|---|
| Pierwszego | 200 zł | 11 |
| Szóstego | 200 zł | 6 |
| Dwunastego | 200 zł | 0 |
To wyjaśnia różnicę między 108,11 zł a odruchowo policzonymi 240 zł. Stopa 10% opisuje zmianę wartości przez pełen rok, natomiast poszczególne wpłaty uczestniczą tylko w części tej drogi. Nie dostają jednakowego czasu na pracę.
Inna sytuacja występuje, gdy większa kwota jest już dostępna i wybieram między zakupem od razu a rozłożeniem wejścia. Ten problem liczę w porównaniu inwestowania naraz z zakupami etapami. Tutaj nowe pieniądze dopiero pojawiają się co miesiąc. Nie wybieram harmonogramu dla gotowych 2400 zł, bo na początku ich jeszcze nie mam.
Cztery możliwe wyniki po roku
W każdym wariancie wpłacam tyle samo i w tych samych momentach. Zmieniam wyłącznie roczną stopę oraz odpowiadającą jej równomierną ścieżkę miesięczną. Kwoty w tabeli zaokrąglam dopiero na końcu do groszy.
| Efektywna stopa roczna w modelu | Wydatek z kieszeni | Wartość końcowa | Zysk lub strata bez kosztów |
|---|---|---|---|
| +10% | 2400,00 zł | 2508,11 zł | +108,11 zł |
| +5% | 2400,00 zł | 2454,52 zł | +54,52 zł |
| 0% | 2400,00 zł | 2400,00 zł | 0,00 zł |
| −20% | 2400,00 zł | 2171,14 zł | −228,86 zł |
Przy +5% modelowy zysk to 54,52 zł. Odruchowo około 55 zł po roku regularnego odkładania wydaje mi się niewielką kwotą. Ta reakcja nie zmienia jednak rachunku: większość końcowego salda pochodzi z moich wpłat, a nie z procentu. W pierwszym roku niewielkiego portfela ta różnica jest szczególnie widoczna.
Przy 0% mam nominalnie 2400 zł, ale to wynik bez kosztów i bez uwzględnienia inflacji. Nie jest obietnicą zachowania siły nabywczej. Przy −20% zostaje 2171,14 zł, czyli o 228,86 zł mniej od wpłat. Regularne inwestowanie nie gwarantuje dodatniego wyniku po roku.
Strata nie wynosi tutaj 20% wszystkich wpłat, ponieważ także przy spadku pieniądze wchodzą w różnych momentach. Rzeczywisty rynek nie spada równo co miesiąc. Inny przebieg cen, nawet z takim samym wynikiem od początku do końca roku, może dać inny rezultat regularnych zakupów. Tabela opisuje wyłącznie wskazaną ścieżkę.
Rynek rośnie o 5%, a koszt zmienia wynik na ujemny
Teraz miesięczny budżet nadal wynosi 200 zł, lecz każdy z dwunastu zakupów kosztuje 5 zł. Opłatę potrącam z tych samych pieniędzy. Do inwestycji trafia zatem 195 zł miesięcznie, a nie 200 zł plus osobno opłacona prowizja.
| Element rozliczenia po 12 miesiącach | +5% bez opłaty | +5% z opłatą 5 zł za zakup |
|---|---|---|
| Miesięczny wydatek z kieszeni | 200,00 zł | 200,00 zł |
| Miesięczna kwota inwestowana | 200,00 zł | 195,00 zł |
| Łączny wydatek z kieszeni | 2400,00 zł | 2400,00 zł |
| Łączna kwota inwestowana | 2400,00 zł | 2340,00 zł |
| Suma opłat | 0,00 zł | 60,00 zł |
| Wartość końcowa inwestycji | 2454,52 zł | 2393,15 zł |
| Wynik względem wydatku z kieszeni | +54,52 zł | −6,85 zł |
Rynek wzrósł, a saldo jest o 6,85 zł niższe od pieniędzy wydanych z kieszeni. Zainwestowane 2340 zł urosło do 2393,15 zł, więc sam przyrost tej części wynosi 53,15 zł. Nie pokrył jednak 60 zł opłat. Porównanie końcowego salda tylko z 2340 zł ukrywałoby część rzeczywistego wydatku.
Różnica między wariantami jest nawet trochę większa niż same opłaty. Potrącone pieniądze nie uczestniczą w modelowym wzroście. To nie jest kolejny rachunek od brokera, lecz skutek tego, że od początku inwestuję mniejsze kwoty.
5 zł to przykład matematyczny, a nie aktualna prowizja konkretnego brokera. Rzeczywiste koszty trzeba sprawdzić dla wybranego rachunku, instrumentu, waluty i taryfy. Mogą dochodzić inne obciążenia, na przykład przewalutowanie. Nie wpisuję ich wielkości do modelu, bo nie analizuję konkretnej oferty.
Pięć złotych to 2,5% małej wpłaty
Proporcja jest prosta: 5 / 200 × 100% = 2,5%. Opłata odpowiada jednej czterdziestej miesięcznego budżetu. W skali roku dwanaście takich opłat daje 60 zł, co przy niewielkim modelowym zysku ma duże znaczenie.
Nie wynika z tego, że rynek musi zarobić dokładnie 2,5%, żeby plan wyszedł na zero. Część pieniędzy inwestuję krótko, część dłużej, a opłata zmniejsza każdą wpłatę. Do tego w rzeczywistej inwestycji mogą pojawić się inne koszty. Procent opłaty pomaga ocenić jej skalę, ale nie zastępuje obliczenia całego planu.
Jednostka za 250 zł nie mieści się w pierwszej wpłacie
Poprzednie tabele zakładały, że całą kwotę przeznaczoną na inwestycję da się wykorzystać przy każdym zakupie. Sprawdźmy osobne ograniczenie: mam 200 zł, jedna pełna jednostka instrumentu kosztuje 250 zł, a zakup ułamka nie jest dostępny.
W pierwszym miesiącu nie kupię ani jednej jednostki. Pieniądze pozostają gotówką, nie przepadają. Przy kolejnych wpłatach może zebrać się wystarczająca kwota, ale moment zakupu zależy już od dostępnych środków i ówczesnej ceny. Cena nie musi czekać na kolejną wpłatę na poziomie 250 zł.
Dlatego 12 wpłat po 200 zł nie musi oznaczać 12 wykonanych zakupów. Nie można wtedy bez sprawdzenia przenieść wcześniejszej tabeli na taki rachunek. Część pieniędzy przez pewien czas pozostaje poza instrumentem, więc zmienia się czas uczestniczenia we wzrostach i spadkach. Dostępność ułamkowych jednostek trzeba potwierdzić dla konkretnego rachunku i instrumentu; nie jest wspólną cechą wszystkich ofert.
Jeśli pieniądze będą potrzebne za około rok
Przy odkładaniu na zaplanowany wydatek pytanie o możliwy zysk to tylko część sprawy. Równie ważne jest: czy będę mieć dostęp do pieniędzy wtedy, gdy ich potrzebuję, i czy ich wartość wystarczy na ten wydatek?
Model ze spadkiem pokazuje problem akcji przy takim terminie. Sprzedaż może przypaść na moment straty, a potrzeba zapłaty nie odsunie się automatycznie do odbicia rynku. Sam zamiar regularnego kupowania nie usuwa tego ryzyka.
Przy koncie oszczędnościowym sprawdziłbym długość promocji, warunki uzyskania stawki, limity środków i oprocentowanie po zakończeniu promocji. Nie zakładam, że stawka widoczna w reklamie będzie obowiązywać dla wszystkich wpłat przez cały rok. Sposób porównywania takich warunków opisuję w artykule „Najwyższe oprocentowanie nie zawsze wygrywa”.
W przypadku obligacji ważne są daty zakupów i wykupu. Oficjalny opis rocznych obligacji ROR wskazuje wykup po roku od dnia zakupu. Kolejne miesięczne zakupy mają więc kolejne terminy zakończenia. Roczna obligacja kupiona tuż przed planowanym wydatkiem nie zdąży wtedy automatycznie do wykupu.
Wcześniejsze wycofanie pieniędzy wymaga sprawdzenia zasad konkretnej emisji, terminów realizacji i możliwej opłaty. Odsyła do nich oficjalne FAQ o przedterminowym wykupie. Nie podaję tu aktualnych stawek oprocentowania ani nie wybieram jednego produktu dla każdego. Różnicę między naliczonymi odsetkami a wynikiem po podatku i inflacji pokazuję osobno w tekście o obligacjach po roku.
Co dały mi pierwsze małe inwestycje
Kiedy sam zaczynałem od małych inwestycji, wartością było zobaczenie na własnych pieniądzach, jak działa zakup i jak zmienia się wartość inwestycji. Pierwsze wykonanie transakcji okazało się mniej trudne, niż mogło wyglądać przed startem. Później zacząłem też mentalnie oddzielać pieniądze inwestowane od codziennego budżetu.
To opis doświadczenia, nie dodatkowa pozycja w tabeli zysków. Nie dopisuję do końcowego salda wartości nauki i nie wyceniam jej w złotych. Przydatna lekcja nie zmienia ujemnego wyniku w dodatni. Pierwszy zysk nie dowodzi też umiejętności inwestowania ani gotowości na spadek o 20% czy 30%.
Oddzielenie pieniędzy w głowie nie sprawia, że ich utrata przestaje mieć znaczenie. Potrzeba pokrycia nagłego wydatku nadal może się pojawić. Jeżeli przykładowe 200 zł byłoby całą moją miesięczną nadwyżką, nie kierowałbym jej automatycznie na giełdę. Wolałbym najpierw mieć choć pewną rezerwę. Jej wielkość zależy od sytuacji; nie przypisuję wszystkim tej samej liczby miesięcy. Więcej o tym piszę przy liczeniu poduszki finansowej.
Trzy pytania po pierwszym roku
Nie cała kwota na rachunku jest pieniędzmi zarobionymi na giełdzie. Najpierw trzeba odjąć to, co sam wpłaciłem, i uwzględnić koszty. 2400 zł pochodzi w tym przykładzie z własnej kieszeni. Zysk albo strata wynika z inwestowania, a doświadczenie pozostaje osobną, niematerialną wartością.
- Ile wpłaciłem sam, a ile faktycznie wynosi wynik inwestowania? Porównuję saldo z całym wydatkiem, także z pieniędzmi przeznaczonymi na opłaty.
- Jak dużą część małej wpłaty zjadają koszty i czy rzeczywiście mogę wykonać zakupy w zaplanowanym terminie? Sprawdzam również cenę pełnej jednostki i dostępność zakupów ułamkowych.
- Kiedy będę potrzebował tych pieniędzy i czy mogę zaakceptować stratę w tym momencie? Cel i termin wypłaty mają znaczenie również wtedy, gdy miesięczna kwota jest niewielka.